Nawigacja
Logowanie
Nazwa użytkownika

Hasło



Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się

Nie możesz się zalogować?
Poproś o nowe hasło
Ostatnie artykuły
Aktualnie online
» Gości online: 3

» Użytkowników online: 0

» Łącznie użytkowników: 43
» Najnowszy użytkownik: antykomunista
Ad
Rotator Bannerów
25 lipca rekonstrukcja śmierci Józefa Srala "Ponurego" - Gorce 2
Kultura Sport ImprezyWspomnienia Jana Niemca „Świstaka”( relacja synów Jakuba i Stanisława ):„…Położyli go na kępie, co była nad bacówką, przywlekli Staciwo od kosaru i położyli je na nim. Z jeden strony siadło ich dwóch i z drugiej strony siadło ich dwóch. Tak sie huśtali na nim dotąd aż nie wyzionął ducha.”
Jest taka piękna literacka legenda zapisana w połowie XIX wieku w epoce Młodej Polski o praprzodkach górali Podhala, którzy na zboczach Gorców ukrywali się przed śmiertelnie groźnym niebezpieczeństwem ; zabójczym spojrzeniem smoka - Króla Wężów. Nikt potworowi nie śmiał wejść drogę póki nie zjawił się nieustraszony młodzieniec Perłowicem zwany, ten pokonał smoka, poślubił cudną dziewczynę z leluji zrodzoną a potem żyli długo i szczęśliwie…Ale nie trzeba wymyślać literackich legend aby tutaj w górach, które w czasach niewoli i okupacji były ołtarzami wolności – Ślebody odnaleźć historie i bohaterów jak z pradawnych mitów. Potomkowie tych, którzy osiedli na tej ziemi w średniowieczu, zgodnie z dokumentami królów Rzeczpospolitej , z tej ziemi na królewskie wici szli pod Grunwald z królem Jagiełłą, na Moskwę z królem Batorym, na Szweda w obronie Jana Kazimierza – ich potomkowie dopisują kolejną wielką kartę dziejów kiedy wybił rok 1939…
Włodzimierz Wnuk w „Walce podziemnej na szczytach” zwraca uwagę, na trzy spośród miejscowości Podhala, które wybitnie sprzyjały zbrojnej akcji niepodległościowej i zapłaciły za to wysoką cenę krwi: Ochotnica, Niedźwiedź i Waksmund .Na Waksmundzkich polanach przywołajmy waksmundzkich ludowców z KT – „Konfederacja okrutnie zniszczona przez okupanta. Ale gdzie ona ma jeden z ważnych o mocnych korzeni? Właśnie we Waksmundzie /odpowiadał ks.Prof JT/ We Waksmundzie z ruchu ludowego bierze się wtedy partyzantka słynnego potem oddziału „Ognia”. O tym się dziś nie pamięta, ale to byli ludzie wychowani do niepodległości przez SL;
Do boju o Polskę Ludową /Stanęły kompanie BCH
Głos ziemi pobudkę bojową /Gorącą i krwawą nam gra
Nie idziem obalać ołtarzy/ Nam żaru wiecznego by trza
My stara gromada wiciarzy/ Skowronek pobudkę nam gra
Na żywym ołtarzu ofiary/ Swe życie oddaje BCH
Zielone nam szumią sztandary/ Głos ziemi pobudkę nam gra
Z nurtu ludowego wywodziła się organizacja niezależna od struktur ZWZ – Konfederacji Tatrzańskiej. Objęła ona 400 ludzi w 39 Placówkach Lokalnych każda placówka miała być kadrą dla plutonu lub kompanii. Konfederatami kierowała Placówka Naczelna w Nowym Targu, którą tworzyli: Augustyn Suski „STEFAN BRUS”, Jadwiga Apostoł „BARBARA SPYTKOWSKA”, Tadeusz Popek „ WACŁAW TATAR”, por. Eugeniusz Iwanicki i mjr Edward Get-Getyński, SOSNOWSKI .Dywizja Górska w Konspiracji –Dywizja Podhalańska, licząca 100 ludzi, miała być zalążkiem oddziału partyzanckiego, jej kadrę mieli stanowić granatowi policjanci bowiem „była to jedyna w Polsce realna siła, uzbrojona oficjalnie przez okupanta, wprawdzie marnie uzbrojona ale zdolna do walki”/ Programem Konfederatów była walka o wolną i demokratyczna Polskę, wierność Rządowi RP, walka z krzeptowszczyzną – góralską zdradą, bowiem „Honor nakazuje by goralenvolk został zdławiony przez samych Podhalan”. Tak fatalnie zdarzyło się, że walczący z rodzimą zdradą sami padli ofiarą zdrady i to zaledwie jednego człowieka; doprowadziła ona w styczniu ’42 do rozbicia Konfederatów, ok.30 z nich przeszło przez piekło zakopiańskiego gestapo w Palace i poniosło śmierć męczeńską w obozie KL Auschwitz. Ocaleli nieliczni, wśród nich była Jadwiga Apostoł, która tak wspominała waksmundzian:
„Odbieraliśmy od przybyłych nocą małych grup młodych mężczyzn przysięgę i ustalaliśmy z nimi przygotowawczy plan pracy. Pierwszą zwartą grupę bojową stanowili chłopcy z Waksmundu, a d-cą ich został najbardziej odpowiadający temu zadaniu Józef Kuraś „Orzeł”.
Po rozpadzie struktur KT grupa „Orła” ukrywająca się na Hali Wzorowej rozbija na Gabrowskiej Polanie patrol 2 granatowych policjantów zabitych przez Franciszka Klimowskiego „Wichra” i Józefa Rogala „Strzałę”. Niemiecka zemsta spada w nocy z 29/30 czerwca’43 na dom rodzinny Kurasiów a 4 lipca na Waksmundzian wspierających konfederatów-partyzantów. Szczególnie straszliwie Niemcy skatowali Władysława Waksmundzkiego-Bieniasa ps. ”Kamień” i nowotarżanina Leszka Kudelę „Artura”. Śladem zeznań „Kamienia” Niemcy dotarli 4 lipca’43 na Turbacz, kontrolując bacówki, szukając konspiratorów i skrytek z bronią. Umknął przed nim współpracownik partyzantów „Orła” Jan Wach-Niemiec:
„…słyszę, że psy szczekają, no to ja wyglądnąłem, widzę, że powyżej naszej izbicy na Jadwisiackiej Polanie są Niemcy. Jest ich trzech z karabinem maszynowym, wygląda na to, że nie wiedzą gdzie iść./…/w kierunku na Kowaloską Polanę, oho, tam już masa wojska/…/ wyszedłem na wysoką jodłę/…/zauważyłem, że/…/ „Zgrozę” /Franciszek Dłubacz/ prowadzą już skutego i kogosi drugiego./…/tych dwóch nieludzko zbili i poprowadzili do wsi, do Waksmundu.”
Do obozów koncentracyjnych Niemcy wywieźli 33 Waksmundzian , na miejscu zginęli : „Kamień”, „Zgroza”, „Cichy”/Jan Sral/, „Tygrys”/Józef Niemiec”/ i Jan Garbacz.
Następny cios niemiecki spada na Gorce 17 lipca’43.Niemcom udaje się złamać konspiratora z waksmundzkiej placówki KT Karola Siutego, który staje się kolaborantem i prowadzi obławę na bacówki. Tego dnia na Szczepanowskiej Polanie Niemcy zastrzelili Jana Waksmundzkiego, który wypasał tam krowy przez lato. A pod Bukowiną Kowaloską zostaje pojmany brat Władysława Srala – Józef ps.„Ponury” / przedwojenny kapral, kawalerzysta 8 pułku ułanów z Krakowa o którym śpiewali w żurawiejce: „Ostra szabla, ostra buzia to ułani księcia Józia!”, w konspiracji wojennej instruktor szkolenia bojowego/ .
Po podejściu do początku polany Kowolowskiej niemiecka grupa operacyjna rozciąga się w szyku bojowym odcinając drogę ucieczki w stronę miejscowości Waksmund. Celem wyprawy jest pojmanie partyzantów - konfederatów przebywających w tym czasie w stodole, na polanie Kowolowskiej. Po rozciągnięciu się grupy pościgowej i zamknięciu pierścienia żołnierze zaczynają natarcie na wskazaną stodołę.
Pada kilka strzałów, które jednak nie przynoszą efektu. Szybka i dokładnie zaplanowana akcja pozwala na ujęcie partyzantów i krótkie ich przesłuchanie. W tym czasie patrol niemieckich żołnierzy z psem udaje się na wskazaną oficerowi, przez konfidenta, kolejną polanę gdzie ma przebywać jeszcze jeden partyzant. Patrol uzbrojony w RKM wyrusza na wskazaną polanę, w tym momencie widzący to gospodarz ucieka w stronę lasu .
Z Polany Kowolowskiej wyrusza kordon żołnierzy prowadzących na czele mężczyznę w mundurze oraz dwóch cywili. Patrol wysłany na polanę Wachową dociera do bacówki i zaczyna szukać właściciela w bacówce, klnąc przy tym i wyrzucając kołdry oraz garnki. W połowie drogi ,gdy kordon przechodzi, miedzy polaną Kowolowska a Wachową, dwóch cywili wyrywa się i biegnąc zygzakiem pod ostrzałem z broni uchodzi z życiem w las.
Żołnierze niemieccy nie podejmują pościgu obawiając się zasadzki „leśnych chłopców”. Na rozkaz swego dowódcy tworzą zawarty szyk stawiając przy tym większy nacisk na ochronę żołnierza w polskim mundurze. Po dotarciu do bacówki dowódca patrolu melduje przełożonemu, iż poszukiwanego osobnika w zabudowaniu nie było, lecz nie sprawdzali jeszcze stodoły. Oficer niemiecki wydaje rozkaz przeszukania stodoły, rozkaz wykonując sumiennie wypuszczają nawet bydło. Po złożeniu odpowiednich meldunków, oficer wraz ze szpiclem odchodzą w stronę ściany lasu .
wspomina gazda z Wachowej Jan Wach-Niemiec:
„Józefa Srala zmasakrowali, skuli w łańcuchy i takiego pędzili na naszą polanę – jak się później dowiedziałem – po mnie. Poznałem Karola Siutego na przedzie, ale las na moje szczęście od bacówki był niedaleko. Udało mi się drugi raz. Zatrzymałem się aż w domu we wsi. Tymczasem gestapowcy, jak mi opowiadał potem stary Ludwik Dzielski, nasz sąsiad na polanie, Srala Józefa dalej bili, kopali i skrwawionego rzucili plecami na duży kopiec, kładąc mu na piersi kawał drzewa, na którym dwóch gestapowców huśtało się aż do jego śmierci.”
Dowódca wydaje rozkaz doprowadzenia pojmanego do miejsca, w którym się znajdują wraz ze szpiclem. Rozpoczyna się krwawe przesłuchanie. Partyzant jest nieustannie bity oraz wyzywany. Groźby kierowane w jego stronę jednak nie robią na nim większego wrażenia i ciągle opowiada przecząco na zadawane pytania. Skrępowanego młodego partyzanta położono na plecach na kępie, która znajdowała się tuż obok. Dwóch uśmiechniętych Niemców wychodziło za stodoły niosąc w rękach Staciwo od koszaru śmiejąc się przy tym i żartując. Oficer niemiecki powtarza do leżącego, aby wszystko wyśpiewał to załatwią to bez bólu, czyli strzałem z broni. Lecz nie robi to wrażenia na żołnierzu, który i tak zginie. Niemcy kładą na klatce piersiowej owo Staciwo. Dołącza jeszcze trzech niemieckich szeregowych, którzy to przytrzymują pojmanego za ramiona i nogi, by ten nie poruszał się podczas tortur. Z jednej strony Staciwa siada jeden Niemiec, z drugiej jeden i zaczynają się huśtać na ofierze. Partyzant nie wydaje ani jednego słowa z bólu, męka nie trwa długo. Po drugim przechyleniu się Staciwa słychać trzask i klatka piersiowa partyzanta pęka odbierając mu życie. Ciało zostaje wciągnięte do lasu i tam zostaje. Stwierdzając zgon oficer zarządza zbiórkę i w szyku ubezpieczonym odchodzą w stronę Turbacza mając nadzieję, że natkną się na grupę polskich żołnierzy.
EPILOG Wieści z polan dotarły wieczorem tego dnia 17 lipca do Waksmunda do ojca „Ponurego”:
„Nie poszedłem zobaczyć , bo nie mogłem. Po zwłoki pojechał brat jego żony – Jan Ligęza. Przywiózł go do mnie do domu. Zwłoki były tak strasznie zmasakrowane, że nie mogłem poznać w ogóle człowieka, a co dopiero mojego syna/…/ żaden męczennik nie wycierpiał tyle co mój syn”
Ekspedycja niemiecka doszła na Turbacz gdzie rozegrała się druga część heroicznego dramatu tego lipcowego dnia. Błyskawiczą odwagą wykazała się 19toletnia pracownica schroniska Albinka Białoń – Stołowska. Wybiegła ze schroniska by ostrzec partyzantów, w tym brata „Rysia” na Hali Wzorowej. Pojmali ją i po przesłuchaniu w schronisku wyprowadzili na zewnątrz.
„Poprowadzili ją gdzieś na bok/…/Usłyszałem tylko trzy strzały. Zaraz po tych strzałach wpadł do tego pomieszczenia/…/jeden z gestapowców/…/trzymał w ręku pistolet i widziałem, że całą rękę, tę, w której trzymał pistolet miał skrwawioną/…/czystą polszczyzną zawołał: Chodźcie popatrzeć, zastrzeliłem Albinkę, bo dawała znać bandytom, kiedy idziemy w góry. Was to samo spotka, jeśli będziecie tak postępowali/…/patrzyłem za gestapowcami/…/ usiedli na łące za bacówką/…/siedzieli na tej łące co najmniej 2 godziny. Zostało po nich co najmniej 20 butelek półlitrowych po wódce.” (wspomnienia W. Batkiewicza/
10 dni później zostaje podpisany wniosek o odznaczenie dla SS-Oberscharfuhrera Józefa Koeniga za sukcesy w walce z bandami: „W dniach 4 i 17 lipca 1943 r. odbyło się starcie żandarmerii Einsatzstab Schremer z partyzantką w rejonie Turbacza i miejscowości Waksmund. Zginęło 8 partyzantów a 28 zostało ujętych.”
Ocalała grupa partyzantów-konfederatów „Ognia” wchodzi w skład jednego z pierwszych oddziałów partyzanckich Podhala, którego d-cą był por. Władysław Szczypka LECH. Jego zastępcą ppor. Jan Stachura Adam a szefem oddziału Józef Kuraś „OGNIA” .Z czasem oddział ,złączony z grupy Akowców i waksmundzkich ogniowych Konfederatów, przyjmie kryptonim WILK. Jego obóz na Czerwonym Groniu zostanie rozbity przez Niemców w grudniu 1943 r. Świadkiem tej walki była gorczańska Kiczora, przywołał ją po latach Ks. Prof. bo tam „stoczyli swoją walkę z Niemcami młodzi góralscy partyzanci./.../ O jednym gadajom hań, że był chory na zapalenie stawów. Śnieg był wielki, nie mógł uciekać. Leżał w ziemiance, bronił się póki mógł, a do reszty granat sam pod siebie podłożył i tak zginął. W ziemie wsiąkała jego krew…” To była krew „Szpaka” – Władysława Bema i obok niego krew „Wiatra” Franka Srala „Judki”. Potem w ’44 doszli kolejni ginący od kul niemieckich a od ’45 z ręki drugiego sowieckiego okupanta.
Waksmundzianie, nowotarżanie, konfederaci tatrzańscy, Akowcy z OP WILK por. ”Lecha” i „Adama”, gazdowie z waksmundzkich polan byli jednym z pierwszych , którzy oddali swe życie i sięgnęli po zaszczytne miano obrońców ojczyzny .
„Wtedy to oni byli nosicielami swobody! I to, co my się tu schodzimy moi kochani/…/żeby wieczny odpoczynek za nich odmówić.
Za ich Ślebodę! Za ich śmierć!/…/
Cześć ICH pamięci!
Pora podziękować naszym niezawodnym znajomym, którzy mimo deszczowej pogody nie zawiedli i dotarli na miejsce. Nasza współpraca trwa już trochę i mam nadzieję ze nie zaprzestaniemy naszych wspólnych imprez. Podziękowania dla Łukasza Solona i jego grupy którzy przejechali tyle kilometrów by w deszczu pokonać kilkanaście kilometrów pod górę w deszczu i błocie. Dla Krzyśka Musielaka i chłopaków z Nowego Targu, którzy to jak zwykle są niezawodni i można na nich liczyć. Mieliśmy namiastkę tych trudnych warunków z jakimi borykali się „chłopcy z lasu” oraz niemieckie obławy. Cóż na tym polega nasz „fach”, nie zawsze była piękna i słoneczna pogoda. Dzięki wielkie chłopaki jeszcze raz niebawem już kolejna impreza z naszego cyklu, zapraszamy chętnych na 5 rajd szlakami majora Józefa Kurasia „Orła” „Ognia” Gorce – Podhale 2010.

Brak komentarzy. Może czas dodać swój?
Dodaj komentarz
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.